Chrystus cierpiał za was

Teraz ogląda nas 3 Poszukiwaczy Pereł

9 lutego 2010

Menu

WPIS

KSIĘGA GOŚCI


medytacja

1.John Main
Św. Teresa z Avila

Wcześniejsze

Rok 2006
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
Rok 2005
grudzień
 listopad
 październik
 wrzesień
 sierpień
 lipiec
 czerwiec
 maj
 kwiecień
 marzec
 luty
 styczeń
Rok 2004
 grudzień
 listopad
 październik
 wrzesień

Św. Franciszek

rozdział 1
rozdział 2
rozdział 3
rozdział 4
rozdział 5
rozdział 6
Kult Jezusa Eucharystycznego
Zbiór Asyski cz. 1
cz. 2
cz. 3

Ciało Pańskie
prawdziwa radość

Ojcowie Pustyni

Abba Antoni
Inni Ojcowie

Maryja

z encykliki
Jaka Jesteś?-świadectwo
Maryja-Duch-Jezus
J.P. II i 600-lecie Jasnej Góry
Lumen gentium

Coś o mnie :-)

historyjka
Mój ZBAWICIEL
Mój POCIESZYCIEL

Różne

różaniec-modlitwa ubogich
Pochwała klepania modlitw
Jestem cienkim Bolkiem
Prawdziwa miłość czeka
Historia batoników orzechowych
Piękne jest to co mówisz
To ja...Paul!
Ludzie światowi
John Chapman-Komunia Św.
Św. Bonifacy
Pewna historia
Spowiedź-Św. Franciszek Salezy
Adoracja
Św. Jan z Dukli
dzieci i modlitwa

New Age i itp

Alchemia jogi-O.Verlinde
Aikido

Jesteś tu
osobą.


"Im mniej się modlisz tym gorzej to idzie"

1/2/2010

Widzicie, że nic nie zyskujecie?

Oto świat poszedł za Jezusem"


J 12,19

24/12/2009 Boże Narodzenie 2009

„Zwiastuję wam radość wielką…dziś…narodził…się wam Zbawiciel”


Wstęp

Może choć trochę ten tekst pomoże Ci w skupieniu się na Tajemnicy tego dnia. Przynajmniej taki jest mój zamiar. Kolędy, wigilia, TV, spotkania w gronie rodzinnym…Msza św…ale może zabraknąć ciszy na bycie samemu przed Tajemnicą Wcielenia. Oby dobry Bóg dał Ci taką łaskę znalezienia się przed Nim sam na sam w tym dniu świątecznym. Przeżegnaj się i poproś Ducha Św. na początku tej modlitwy. Poproś, by Duch Św, za przyczyną, którego Jezus się począł w łonie Maryi, dał Ci wejść w tajemnicę Bożej miłości, Bożego wcielenia. Spróbuj teraz przeczytać powoli tekst Ewangeliczny:

Ewangelia wg Św. Łukasza 2, 6-20
„Nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się!

Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.

Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.


Punkty do rozmyślania

1. „Nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się!

Maryja położyła Jezusa, Syna Bożego w żłobie. Celowo akcentuję prawdę: SYN BOŻY. Stwórca świata (15 % katolików polskich nie wierzy w stworzenie), stwórca człowieka, stał się człowiekiem i teraz jest położony w żłobie, w miejscu gdzie zwierzątka podjadają trawkę. Spróbuj to sobie wyobrazić…spróbuj poczuć zapach chlewika…zapach cielaczka…osiołka…i innych pięknych zwierzątek :)...Nie śpiesz się…spróbuj sobie to wyobrazić…

Później zobacz oczyma wyobraźni jak Maryja kładzie swoje Dzieciątko ( a jednocześnie samego Boga) do żłóbka…Pomyśl o tym…nie śpiesz się…

Pomyśl sobie również czy ten chlewik, te zapachy nie przypominają Ci Twojego serca („wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni się chwały Bożej”-św. Paweł). Pomyśl sobie również, że Maryja (Matka Boża!!!!) nie boi się położyć swego Syna do TWEGO serca. „Nie bójcie się!” A może i do Ciebie aniołowie teraz mówią: Nie bój się tej wielkiej Miłości Wcielonej przyjąć do swojego żłóbka.

2. „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.

Pomyśl sobie teraz o aniołach i pasterzach. Spróbuj to sobie wyobrazić…Pasterze na polu…leżą sobie…pali się ognisko…jest ciepło….gwiazdy na niebie (leżałeś kiedyś na wakacjach na gołej trawie w nocy i patrzyłeś w niebo?)…owieczki pomrukują…jakiś dzwoneczek się odezwał…Swojsko się robi…co?

Odpoczywają…mają dobry sen…i nagle ogromna jasność i mnóstwo aniołów ( czy często widujesz anioły? Bo ja nie…prawdę mówiąc wcale nie widziałem) ! Wczuj się w sytuację. To nie byli ludzie z pierwszych stron gazet. To nie byli ludzie, których codziennie pokazują w wiadomościach TV. To nie są ludzie sukcesu. To ludzie żyjący powszedniością. Nikt nie docenia że trudzą się”( może żona?)…pracują…wiążą koniec z końcem…może marzą, by być na dworze heroda…Czy jesteś szarym człowiekiem? Czy dobrze Ci z tym? Porozmawiaj o tym chwilę z pasterzami…z Maryją…z Jezusem…

I to oni słyszą: Oto zwiastuję wam radość wielką… Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. Dobra nowina jest dla tych szarych ludzi. Oni Ją doceniają. Widzą cud, widzą Niemowlę, widzą Maryję, Józefa i wielbią Boga za to co widzieli i słyszeli. Pomyśl o swojej prostocie, o swojej szarości, o swojej codzienności, która Cię męczy, o Twoich pragnieniach wielkości, sukcesu…

Bóg widzi Twoją codzienność. Bóg kocha Cię w Twojej codzienności. Te Boże narodzenie to przypomnienie, że jesteś drogi w oczach Bożych: „nie pójdziesz u Mnie w niepamięć” (Iz 44,21)” Ja i tylko Ja jestem twym pocieszycielem” (Iz 51,12) „miłość moja nie odstąpi od ciebie” (Iz 54,10)

Zakończenie

Pod koniec tej medytacji powróć do myśli, które się w Tobie zrodziły. Dobrze by było byś zrobił sobie z tego notatki. Mogą okazać się bardzo ciekawe  Doceń w sobie te pragnienia bycia przy Jezusie. Doceń w sobie, że znalazłeś czas na modlitwę, że zainteresowałeś się tym tematem…To Duch Św działa w Tobie, to On wprowadza Cię w Tajemnicę Wcielenia, w Tajemnicę Bożej miłości. Porozmawiaj chwilę z Bogiem na ten temat. Odmów na zakończenie: Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo.

27/11/2009 Powieści magiczne. List do zmartwionej mamy.Napisany przez Michaela D. O’Briena

Powieści magiczne. List do zmartwionej mamy.Napisany przez Michaela D. O’Briena

Michael D. O’Brien jest kanadyjskim pisarzem katolickim, dziennikarzem i malarzem. Jego powieści są silnie zanurzone w kulturze chrześcijańskiej i odznaczają się głębokim przywiązaniem autora do Chrystusa i Jego Kościoła. Michael D. O’Brien bywa porównywany z Fiodorem Dostojewskim i Lwem Tołstojem, gdyż podobnie jak ci wielcy Rosjanie, w powieściach swoich ukazuje ludzkie dramaty odsłaniające tajniki dusz bohaterów. Jego pisarstwo cieszy się ogromną popularnością zarówno w Kanadzie jak i w Ameryce Północnej oraz wielu krajach Europy. W Polsce ukazały się jak dotąd cztery książki O’Briena. W kilku z nich („Ojciec Eliasz”, „Dom Sophii”), pisarz wykazał się dużą znajomością naszej kultury i historii. Sam O’Brien wielokrotnie podkreślał, że Polska jest mu szczególnie bliska przez osobę ukochanego Jana Pawła II, którego uważa za swojego duchowego ojca.
Michael O’Brien mieszka i tworzy w Kanadzie, jest ojcem szóstki dorosłych dzieci.
Polecamy książki autorstwa O’Briena:
• Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy.
• Dom Sophii. (prequel „Ojca Eliasza”)
• Pamięć przyszłości. Zbór esejów
• Dziennik zarazy
Warto też zajrzeć na stronę Michaela www.Studiobrien.Com, na której oprócz wielu ciekawych artykułów, znajdziemy również reprodukcje jego obrazów.


Poniższy tekst jest odpowiedzią Michaela D. O’Briena na list pewnej zmartwionej mamy. Mama ta napisała do niego, pytając o radę, w jaki sposób może przeciwstawić się wpływowi, jaki wywierają na dzieci wszechobecne powieści magiczne. Mimo, że jest ona osobą wierzącą, coraz większą trudność sprawia jej przeciwstawianie się nieustannemu napływowi tego typu literatury w życie jej dzieci i neutralizowanie przesłania, jakie książki te ze sobą niosą. Wymienia ona dwa główne czynniki mające znaczący wpływ na jej sytuację (prawdopodobnie większość rodziców ma podobne obserwacje):
• Po pierwsze, pomimo nieustannych wysiłków czynionych, aby „niepewnego” materiału kulturowego nie wpuszczać za drzwi, jej dzieci są stale poddawane jego wpływom poprzez kolegów, szeroko pojętą rodzinę i sąsiadów; spotykają się z nim w bibliotekach, księgarniach i w szkole.
• Po drugie, dzieci są zbyt małe, aby zrozumieć, dlaczego ich rodzice nie pozwalają im stykać się z taką literaturą, zwłaszcza w obliczu wielu znajomych rodzin, które nie sprzeciwiają się czytaniu magicznych powieści, ponieważ nie widzą w nich niczego groźnego ani złego.

Rodzina autorki listu jest wierząca i aktywnie uczestniczy w życiu Kościoła. Bardzo ważną sprawą jest dla nich zapewnienie dobrej i zdrowej strawy kulturalnej i duchowej ich dzieciom. Oczywiście, dzieci bez przerwy naciskają na swoich rodziców, aby pozwolili im czytać i oglądać tego rodzaju książki i filmy.

Droga Pani,


Rozumiem pani problem, ponieważ obecnie wielu dobrych rodziców przeżywa podobne rozterki. Słusznie wyczuwa pani duchowe zagrożenia, jakie niesie ze sobą współczesna literatura fantasy, ale jednocześnie czuje się pani bezradna i nie do końca przekonana, co do słuszności swojego postępowania.
W pewnym stopniu, również ja i moja żona musieliśmy uporać się z podobnym dylematem.
Było nam nieco łatwiej niż pani, ponieważ nasze dzieci nie chodziły do szkoły, ale uczyły się w domu (tzw.„home – schooling” jest coraz bardziej popularny w kręgach chrześcijańskich w Ameryce i Kanadzie – przyp. tłum.), a nasz dom jest położony w dość odludnej części północnego Ontario. Muszę też wyznać, że nigdy nie korzystamy z telewizji, chyba, że mamy do obejrzenia jakiś naprawdę dobry film na dvd. Wiele czasu poświęciliśmy na rozwijanie talentów muzycznych i plastycznych naszych dzieci, a także na wspólne czytanie dobrych książek. Oczywiście, zawsze zachęcaliśmy nasze dzieci do zabaw na świeżym powietrzu, uprawiania sportu, łowienia ryb itp.
Ważnym czynnikiem była również przyjaźń z rodzinami podobnymi do naszej; jeśli dzieci mają kolegów, których rodzice są równie „dziwaczni” jak ich, sytuacja natychmiast zmienia się na dobre. Naturalnie, żadna z zaprzyjaźnionych z nami rodzin nie miała identycznych poglądów jak my odnośnie literatury fantasy, ale wszyscy zgadzaliśmy się, co do tego, że ten typ pisarstwa wymaga szczególnej ostrożności i dobrego rozeznania. Zarówno my, jak i nasi przyjaciele nie mieliśmy wątpliwości, że wpływ współczesnej kultury na dzieci jest tak silny, że trudno jest znaleźć dla nich bezpieczne miejsce na ziemi. Próbujemy wychowywać nasze dzieci w centrum tsunami, jakim jest zdemoralizowana i spoganiała kultura współczesna – i wszyscy wiemy jak bardzo niszczący jest to huragan.

Niestety, nie ma prostej i niezawodnej recepty na pani problem, ale można podjąć pewne kroki, które ułatwią utrzymanie dzieci na właściwej ścieżce.
Oto moje propozycje:

1. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest codzienna modlitwa o ochronę i potrzebne łaski dla dzieci, aby były prowadzone i kształcone zgodnie z wolą Bożą. Nie wolno zaniedbać ani lekceważyć tej modlitwy, ponieważ sam Bóg ze wszystkimi swoimi świętymi chce pomagać i wspierać nasze dzieci.

2. Warto prosić konkretnie o łaskę ochrony dusz naszych dzieci w tej walce na śmierć i życie. Bardzo ważna jest pomoc ich Aniołów Stróżów – trzeba modlić się o ich opiekę.

3. Powinna też pani prosić Boga o dar rozeznania, czyli rodzaj wewnętrznego „radaru”, który będzie panią uwrażliwiał na wszelkie przychodzące do waszego domu nowości, mogące mieć negatywny wpływ na pani dzieci: zabawki, filmy wypożyczane do domu, gry i zabawy w domach kolegów itp. Każdy z nas posiada od zawsze taki duchowy „radar”, potrzebuje on tylko „aktywacji” i praktyki nabywanej przez korzystanie z niego.

4. Jeśli jest to tylko możliwe, radzę być codziennie na Mszy Świętej. Ważne jest również jak najczęstsze przystępowanie do Sakramentu Pokuty, nawet kilka razy w miesiącu. Jeżeli w pobliżu miejsca pani zamieszkania znajduje się kaplica z Najświętszym Sakramentem, warto nawiedzać go jak najczęściej – i proponować to dzieciom (ale nie zmuszać, jeżeli nie chcą). Początkowo mogą to być króciutkie nawiedzenia, żeby ich nie zrazić. Małe dzieci (i większe być może również) mogą się nudzić przez ten czas, ale proszę się nie zniechęcać. Nasz Pan daje wiele nadzwyczajnych łask poprzez tę formę modlitwy i chciałby abyśmy odwiedzali go jak najczęściej – nie obrażają Go zniecierpliwione i kręcące się dzieci. Papież Jan Paweł II mocno zachęcał do adoracji Najświętszego Sakramentu.

5. Trzeba też prosić o pomoc naszą Matkę, Maryję, aby wstawiała się za pani domownikami. Moja rodzina codziennie modli się różańcem i widzę z pewnej perspektywy, że modlitwa ta wywarła największy wpływ na nasze wysiłki wychowawcze i bezpiecznie przeprowadziła nasze dzieci przez grzęzawiska współczesnej kultury prosto w dojrzałe chrześcijaństwo ludzi dorosłych. Każde z nich jest człowiekiem wierzącym i wiedzie dobre, pobożne życie. Po drodze nie obyło się rzecz jasna, bez pewnych zawirowań. Jednak, kiedy teraz patrzę na te trudne chwile, zauważam w nich kompletny brak zaufania Bogu – zarówno mój, jak i mojej żony. Przetrwaliśmy ten czas, ale mogliśmy oszczędzić sobie wielu nieprzespanych nocy. Jeżeli modlilibyśmy się więcej i mniej polegali na naszych własnych strategiach, byłoby nam dużo łatwiej. W planach Bożych jest, że Maryja ma dzisiaj do odegrania główną rolę w walce z nieprzyjacielem ludzkiej duszy. Jeżeli prosimy ją o pomoc – i powtarzamy to wołanie każdego dnia – ona ofiaruje nam wszystkie potrzebne łaski, ponieważ otrzymała je od swojego Syna właśnie w tym celu.

6. W rozmowach z dziećmi, proszę zdecydowanie unikać tonów proszących i pełnych niepokoju. Wzbudzają one w dzieciach instynktowny opór i zasiewają wątpliwości, co do słuszności pani wypowiedzi („ mama przesadza i nie rozumie, o co chodzi”). Proszę pamiętać, ze lęk rodzi rozgoryczenie i prowadzi prostą drogą do gniewu, a gniew jest szczególnie niszczący, zwłaszcza, kiedy się mu poddajemy. Jeżeli wasze rozmowy zwykle będą kończyły się kłótnią, szybko straci pani wszelki autorytet. Zamiast złościć się, niech pani prosi Ducha Świętego o dar ufności w ostateczne zwycięstwo Jezusa w życiu pani dzieci i o dobre rozeznanie ich życiowego powołania. Proszę śmiało prosić o dar pokoju dla pani rodziny i dar zaufania Jezusowi. Proszę modlić się o to codziennie, ponieważ każdy dzień przynosi nowe wyzwania i trudności.

7. Bardzo ważna jest jedność między rodzicami na ten temat; jeżeli dzieci wyczują miedzy wami jakikolwiek brak zgody na tym tle, autorytet pani i męża stopnieje jak pierwszy śnieg.

8. Proszę modlić się o cud odnośnie wpływu rówieśników na pani dzieci. Niech Pani błaga Boga, aby w Swojej wszechmocnej Opatrzności sprawił, że pojawią się w waszej okolicy inne podobnie myślące, wierzące rodziny. Z pewnością jest to możliwe. Ja spotykam takich ludzi wszędzie gdzie jestem, niezależnie od wielkości miasteczka czy wioski. Można też wywiesić proste ogłoszenie na tablicy ogłoszeń w swoim parafialnym kościele: np.„Wszystkich rodziców zaniepokojonych negatywnym wpływem współczesnej literatury i filmu na ich dzieci, zapraszamy na spotkanie, które odbędzie się w naszym domu (lub parafii) w sobotni wieczór. Zapewniamy miłą atmosferę, kawę, herbatę i coś słodkiego. Poznajmy się i połączmy siły”.

9. Proszę nie ustawać w wysiłku poszukiwania wartościowej literatury dla dzieci i młodzieży. Warto przeszukiwać księgarnie i antykwariaty „realne” i internetowe. Dobrze jest dzielić się odkrytymi „pewniakami” z innymi rodzinami. My z żoną przez ostatnie 30 lat przeszukiwaliśmy wszelkie możliwe sklepy z książkami i zgromadziliśmy około 6000 wartościowych tytułów. Nasze dzieci nie zdążą znudzić się tym zbiorem, ponieważ ciągle dokładamy na półki coś nowego! Pal sześć fundusze emerytalne! To jest nasza jedyna najważniejsza inwestycja na przyszłość.

10. Walczcie państwo razem: ręka w rękę. Diabeł tylko czeka, żeby zagarnąć dusze naszych dzieci. Niestety, niezależnie od naszych wysiłków, nikt nie jest całkowicie odporny na jego ataki. Nie ma takiej szczepionki. To oznacza, że rodzice muszą nieustannie czuwać i wypracowywać swoje własne strategie modlitwy. Oprócz tego, o czym była mowa powyżej, warto dołączyć jeszcze jedną ważną modlitwę. Za każdym razem, kiedy wyczuwa pani, że coś niepokojącego ( cokolwiek by to było) wkroczyło w jakiś sposób w życie pani dzieci, pozostaje modlić się do świętego Michała Archanioła. Ja zawsze uciekam się do jego pomocy, kiedy coś niszczącego dotyka moją rodzinę; zawsze też polecam mu najbardziej zatwardziałych grzeszników (jest to kategoria, do której zaliczam również siebie samego). Ta modlitwa stanowi pierwszy front walki duchowej i powinna być zwykłą częścią życia modlitewnego każdego chrześcijanina. Sprawia ona, że ataki szatana zwracają się przeciwko niemu samemu. Jeżeli nawet uda mu się jakoś wcisnąć w życie pani dzieci, to dzięki tej modlitwie jego więzy oplatają jego samego, jego wpływ się zmniejsza a terytorium, którym włada, kurczy się. Trzeba mieć świadomość, że diabeł nie zostawi nas w spokoju. Zdarza się, że udaje mu się przekonać nas, że jest naprawdę silny (albo, że nie istnieje) i że nie warto modlić się przeciwko niemu. Diabeł jest naprawdę sprytny. Z pewnością ma doktorat z psychologii.

11. Proszę zauważyć, że wszyscy wielcy święci i wszyscy przewodnicy duchowi mówią zgodnie, że najskuteczniejszą i najważniejszą taktyką diabła jest ZNIECHĘCENIE. Oczywiście, pokusa do grzechu jest zawsze jego pierwszą linią ataku, ale dla osób, które poczyniły już pewne postępy na drodze cnót i życia duchowego, zniechęcenie jest najpoważniejszym niebezpieczeństwem. Jeśli wróg zdaje sobie sprawę, że nie uda mu się wciągnąć kogoś w ciężki grzech, zawsze sięga po zniechęcenie. Dlatego trzeba być czujnym i nie poddawać się. Jeżeli stale będzie pani zwracać jego ataki przeciwko niemu samemu, stopniowo wpływ jego będzie malał, a Bóg będzie obdarzał panią i pani rodzinę coraz większymi łaskami i karmił naprawdę pożywnym pokarmem w każdej dziedzinie waszego życia. Wszyscy wiemy, że walka duchowa nigdy się nie skończy – jest to wojna, w której każdy z nas bierze udział. Jednak Bóg udziela nam wszelkiego wsparcia, jakiego potrzebujemy, aby doprowadzić nasze rodziny i siebie samych prosto do Raju. Jest tylko jeden warunek: ponieważ Bóg szanuje naszą wolność nade wszystko, to właśnie my musimy wystąpić z inicjatywą i prosić Go o wszystko, czego potrzebujemy.

12. Bardzo pomocne są wszystkie sakramentalia: woda święcona, poświęcony olej i sól – w miarę potrzeby można używać wszystkich naraz! Niech pani mąż błogosławi dzieci przed snem i (jeśli to możliwe) każdego ranka – wystarczy nakreślić krzyżyk na ich czołach. Jeśli z jakiegoś powodu on nie może tego zrobić, niech pani przejmie tę rolę. Niech to będą krótkie chwile pełne czułości, a nigdy lęku. Lęk nie tylko blokuje duchową więź pomiędzy Bogiem a człowiekiem, ale również pomiędzy dwiema ludzkimi duszami.

13. Zaufać Bogu.

14. Modlić się i ufać.

15. Modlić się, ufać a także ofiarowywać małe umartwienia w intencji dzieci.

16. Modlić się, ufać i pościć. Proszę nie pościć w sposób ostentacyjny lub w sposób, który może zaszkodzić pani zdrowiu. Proszę uważać, aby nie ucierpiała pani cierpliwość, gdyż będzie pani trudno wypełniać swoje rodzicielskie obowiązki. Wystarczy odmówić sobie jakiejś małej przyjemności (np. porannej kawy czy kupna ulubionej gazety) i ofiarować to w intencji pani dzieci. Żyjemy w kulturze, która jest naprawdę diabelska, a „pewne rodzaje duchów można pokonać tylko modlitwą i postem”.

17. UFAĆ BOGU CAŁYM SERCEM!

18. Proszę być stanowczą i gotową na bycie niezrozumianą. Niech przygotuje się pani na to, że mogą panią nazywać fanatyczką, paranoiczką i oskarżać o przeróżne obsesje. Zawsze jednak proszę zachować pełną miłości stanowczość i wewnętrzny spokój. Jakkolwiek pani dzieci mogą być zbuntowane i rozgoryczone, tak naprawdę w głębi swoich serc będą się czuły bezpieczne przy silnej mamie i naprawdę będą za to panią szanować. W miarę dorastania, będą coraz bardziej liczyć się z pani opinią i radą.

Można by tę listę ciągnąć w nieskończoność. Mam nadzieję, że moje rady okażą się pomocne w pani kłopotach. Proszę uzbroić się w cierpliwość, zachować spokój i czekać na to, co się stanie.

Proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

W Chrystusie Zwycięzcy,

Michael O’Brien

PS. Zaufać Bogu!

Artykuł został przetłumaczony za zgodą autora.

25/11/2009 Kultura śmierci

We Francji ukazała się praca Rémi Fontaine'a, zatytułowana "Czarna księga kultury śmierci". Wydało ją wydawnictwo Renaissance Catholigue (Odrodzenie Katolickie). Z autorem książki rozmawia Franciszek L. Ćwik

Pańską książkę czyta się jak kryminał. Jest pasjonująca i jednocześnie przeraźliwie tragiczna, bo opisuje w bardzo obrazowy sposób panoszącą się kulturę śmierci, w imię której dokonuje się zabójstw i przestępstw, za które nie ponosi się żadnej odpowiedzialności, bo są legalnie dopuszczone. To jest jakiś okrutny koszmar. Jak doszło do tego, że żyjemy w czasach, gdzie aborcja, eutanazja, pedofilia, eugenizm, homoseksualizm stają się normą?

- Postęp nauki i podważenie odwiecznej zasady "nie zabijaj" zmieniły spojrzenie ogromnej liczby ludzi na ich własne życie i życie innych. Nie jest ono już dla nich darem Bożym ani nieprzeniknioną tajemnicą, tylko zwykłą materią. Jednocześnie negowany jest tradycyjny model rodziny, która przekazywała życie i wychowywała dzieci. Jest on podważany medialnie, politycznie i prawnie. Dzisiejszy człowiek nie uznaje żadnych granic swojej władzy. To sprawia, że banalizuje się dawniejsze zasady moralne. Celem mojej książki jest chęć rzeczywistego ukazania zakresu i skutków kultury śmierci, byśmy jako chrześcijanie tym bardziej byli wierni słowom Jezusa: "To, co uczyniliście najmniejszemu z was, mnieście uczynili".

Czym różni się obecnie proceder aborcji od dawnych praktyk przerywania ciąży?
- Istnieje zasadnicza różnica między dawnymi i obecnymi aktami zabijania dzieci poczętych. Za dzisiejszymi praktykami przerywania ciąży stoją argumenty ideologiczne. Już w 1978 r., a więc trzy lata po zalegalizowaniu aborcji we Francji, w biuletynie "Planowanie Rodziny" można było przeczytać: "Walczymy o antykoncepcję i aborcję nie w imię maltuzjanizmu ani chęci poprawy stanu sanitarnego populacji. Celem naszego ruchu jest akcja na rzecz seksualnego wyzwolenia w walce o wolność socjalną i zmianę społeczeństwa". Aborcja staje się więc aktem rewolucyjnym. Potwierdziła to również autorka francuskiej ustawy aborcyjnej Simon Veil, która w wywiadzie dla "Timesa" powiedziała, że "modyfikując prawo, możecie zmodyfikować fundamentalnie model ludzkiego zachowania, to mnie fascynuje, legalizując aborcję, zmieniacie w fundamentalny sposób pozycję kobiety i dziecka w społeczeństwie".

Owa rewolucja odbywa się poprzez zabijanie poczętych dzieci. Aby ją przeprowadzić, należało zmienić dotychczasowe nazewnictwo w ten sposób, by zabójstwo nazwać postępem społecznym, prawem kobiety...
- Ma pan zupełną rację. Dobrze obrazuje tę propagandę wypowiedź byłej minister zdrowia Yvette Roudy, która w 10. rocznicę uchwalenia ustawy Veil powiedziała, że "Niemożliwe jest podważanie postępu. Uchwalając prawo do aborcji, legislator zapewnił godność, sprawiedliwość i porządek tam, gdzie była niesprawiedliwość, bałagan i kombinacje finansowe". Odnośnie do refundowania kosztów aborcji, co zalegalizowano w 1981 r., minister powiedziała, że "dawniej były dwie kategorie kobiet: uprzywilejowane i pozostałe. Refundowanie opłat za przerywanie ciąży zniosło tę sytuację, przynosząc wszystkim kobietom więcej godności".

Bardzo ciężko czyta się fragmenty książki opisujące dzieci skazane na uśmiercenie w okresie prenatalnym. Pisze Pan, że w tej fazie życia dzieci potrafią się śmiać, poruszają kończynami. W systemie 4D można nagrać obraz umożliwiający nawet studiowanie i obserwację ruchu dziecka w łonie matki. Czy tego typu obrazy nie przemawiają do zwolenników aborcji?
- Myślę, że nic do nich nie przemówi, bo ich zachowania motywowane są względami ideologicznymi. Należy żałować, że obrazy te są dostępne tylko dla znikomej części specjalistów i niedostępne dla opinii publicznej. Jestem przekonany, że gdyby w telewizji pokazano przerywanie ciąży, to nie byłoby wątpliwości, jak to nazwać, a lekarze dokonujący aborcji zostaliby nazwani mordercami. Dlatego nikt nie odważa się tego pokazać. Może zrobiłaby to Wasza telewizja?...

Nie mogę Panu tego zapewnić, ale zgadzam się z potrzebą pokazania rzeczywistości. Nie wiem, dlaczego w mediach czymś słusznym jest ukazywanie zbrodni w Auschwitz, a zabrania się mówienia o dzieciach zabijanych w ogrzewanych klinikach.
- Co najgorsze, tego typu wizja upowszechnia się we wszystkich krajach Europy, która ma przecież chrześcijańskie korzenie. Przeciwnicy cywilizacji łacińskiej wykorzystują takie dewiacje, jak aborcja, eutanazja, homoseksualizm, by wykazać dekadencję Zachodu. W aspekcie moralnym mają, niestety, rację. Dlatego bronią przed terroryzmem powinna być nasza moralność, nie wystarczą tu zamknięte granice, techniczne środki walki. Myślę, że wojna toczy się też o idee. Moim zdaniem, Zachód jeszcze tego nie zrozumiał.

Czym można wytłumaczyć akceptację rozwiązłości seksualnej?
- Mimo inwazji AIDS ideolodzy rewolucji 1968 r. nie mogą odejść od jej pryncypiów, jednym z nich było tzw. wyzwolenie seksualne, inaczej mówiąc - rozwiązłość seksualna. W sytuacji plagi AIDS nie wyciąga się wniosków o konieczności powrotu do dawnych norm moralnych, nakazujących czystość przed ślubem, wierność małżeńską, związanie aktu małżeńskiego z rodzicielstwem.

Metodą środowisk liberalnych na opanowanie epidemii AIDS nie jest więc odejście od tzw. wyzwolenia seksualnego, ale propaganda na rzecz używania prezerwatyw, które przecież nie są skuteczne...
- Propaganda za prezerwatywami jest kryminalnie kłamliwa. Chodzi o to, że rozmiary wirusa są znacznie mniejsze od plemników. HIV mierzy około 0,1 mikrona. Jest on 60 razy mniejszy od bakterii powodującej syfilis i 450 razy mniejszy od plemników. Dlatego odnotowuje się aż 15-procentową nieskuteczność stosowania prezerwatyw w obronie przeciw AIDS.

W swojej książce ukazuje Pan podstępne działania mające na celu legalizację używania narkotyków. Są one bardzo podobne do metod kampanii na rzecz legalizacji aborcji. Czy jednak nie chodzi o coś zupełnie innego?
- Od wielu lat obserwuje się we Francji nacisk na legalizację używania tzw. miękkich narkotyków, do których zalicza się haszysz. Stosuje się te same argumenty, co za aborcją: że i tak będą one używane, że państwo mogłoby mieć nad nimi kontrolę i konkretne zyski. Jest to nic innego jak propagowanie kultury śmierci, bo zażywanie miękkich narkotyków powoduje u wielu ich adeptów sięganie po silniejsze środki, co w większości przypadków kończy się śmiercią.

Bardzo ostro rozprawia się Pan z klonowaniem i zapłodnieniem in vitro, obalając argumenty, że są to metody na wyzwolenie ludzkości od wielu ciężkich chorób, danie szansy na potomstwo małżeństwom, które nie mogą posiadać dzieci?
- Problem jest natury moralnej. Zwolennicy kultury śmierci, znowu w imię jakoby wyższych wartości, opowiadają się za niszczeniem życia rzekomo w interesie społecznym, jakim jest wyhodowanie super człowieka, czy danie potomstwa bezpłodnej rodzinie. Podobnie jak w każdym totalitaryzmie liczy się źle pojęty interes społeczny, realizowany kosztem najsłabszego, w tym przypadku ludzkiego, żyjącego embrionu. W imię egoistycznego interesu zabija się dziesiątki embrionów, by z jednego z nich mogło powstać życie. Czy mamy do tego prawo? Warto tu przytoczyć wypowiedź Jean Marie Le Méné, przewodniczącego Fundacji Jérôme-Lejeune. Jego zdaniem, "Siłę łańcucha zawsze mierzy się siłą jego najsłabszego ogniwa. Najsłabszym ogniwem ludzkości jest embrion. Więc ci, którzy dokonują zamachu na embrion, dokonują zamachu na całą ludzkość".

Kultura śmierci idzie jeszcze dalej, domagając się zabijania starych, chorych, kalekich...
- Tutaj również w imię "interesu chorego i jego rodziny" radzi się go zabić. Trzeba przypomnieć pytanie prof. Bernarda Debré: "Uwaga, człowiek opanował ogromną siłę nad sobą samym. Manipuluje już urodzeniem, zapłodnieniem, też in vitro, selekcją embrionów, więc nad widnokręgiem życia. Czy zechce też wyposażyć się w siłę wymazującą życie, które nie będzie godne istnienia z racji tego, że się zestarzało?". Niestety, to "zestarzałe" życie coraz częściej się "wymazuje". Eutanazja ma wielu zwolenników we Francji. Stowarzyszenie na Rzecz Prawa do Godnej Śmierci domaga się otwarcia społecznej debaty dotyczącej eutanazji, argumentując, że "nie ma tygodnia, by sądy nie rozpatrywały spraw dotyczących niejasnych okoliczności śmierci". Na tym właśnie polega dramat naszego społeczeństwa. Czyż to nie przypadek, że rumuński film "4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni", będący propagandą aborcji, otrzymał Złotą Palmę na festiwalu filmowym w Cannes w 2007 r. i został nagrodzony przez ministerstwo edukacji narodowej?

Do kultury śmierci zalicza Pan również takie zjawiska, jak legalizacja związków homoseksualnych, adopcja dzieci przez lesbijki i gejów, wszelkiego rodzaju ustawy przeciw homofobii. To idzie całkowicie pod prąd propagandzie domagającej się akceptacji i przywilejów dla dewiacji.
- Nie mam nic przeciw homoseksualistom. Ich akceptowanie nie oznacza jednak zgody na legalizację ich związków, które w ten sposób podważają odwieczną instytucję małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. We Francji w 1999 r. uchwalono tzw. PACS (cywilny pakt solidarności). Teraz prezydent Nicolas Sarkozy zapowiedział jego "ulepszenie", polegające na przyznaniu homoseksualistom wychowującym dzieci statusu ojczymów. Jest to jakiś obłęd, który oznacza też, że jesteśmy niedaleko od prawa adopcji dzieci przez homoseksualistów, tym bardziej że ostatnio Trybunał Europejski skazał Francję za odmowę adopcji przez lesbijkę. W rzeczywistości, wbrew obowiązującym ustawom, praktycznie coraz częściej administracja akceptuje wychowywanie dzieci przez homoseksualistów. Znane są przypadki wypłacania im zasiłków rodzinnych. Nie dopuszcza się do głosu specjalistów, którzy jednoznacznie wskazują na wyrządzanie szkody dziecku wyrastającemu w środowisku gejów lub lesbijek. Pisał o tym m.in. znany psychoterapeuta, ks. Tony Anatrella, stwierdzając: "Nie jest prawdą uważać, że wystarczy, by dziecko czuło się kochane, to będzie się ono dobrze rozwijać. Trzeba jeszcze wiedzieć, w jakiej strukturze relacyjnej musi ono być umieszczone, by mogło się rozwijać. Wiele problemów z dziećmi tworzy się w przypadku rozwodu, ale także z dziećmi zaadoptowanymi. Czy w związku z tym należy dorzucać do tego dodatkowe problemy, zwłaszcza związane z kwestię identyfikacji, tylko dlatego, by wspierać i dowartościowywać dorosłych w ich złym samopoczuciu? Niestety, takich pytań nie stawiają sobie wojujący homoseksualiści, a tych, którzy te problemy podnoszą, okrzykują faszystami, rasistami, homofobami... Obecnie pojawiły się nowe żądania płynące od transseksualistów. Oni również domagają się prawa do małżeństw i adopcji.
Kultura śmierci rozszerza się coraz bardziej we wszystkich krajach cywilizacji zachodniej. Czy chcemy sobie sami założyć pętlę na szyję?

Dziękuję za rozmowę.

17/11/2009 klauzura

Dlaczego klauzura?


Syrach B. Janicki OFM

Kiedy rok temu w czerwcu opuszczałem Asyż, miasto św. Franciszka i św. Klary, miałem się jeszcze udać z braterską wizytą do klasztoru klarysek w pobliskim Terni. Miasto, położone w dolinie i otoczone wysokimi górami, pamięta św. Franciszka z Asyżu. To tutaj wobec zgromadzonego ludu i biskupa, św. Franciszek wygłaszał swoje pokutne kazania, to nieopodal tegoż miasta założył dwie pustelnie w Sacro Speco di Narni i Cesi. Celem mojego pobytu w Terni nie było jednak zwiedzanie miasta i okolic, ale klasztor Ubogich Sióstr św. Klary. Z dworca kolejowego wsiadłem do miejskiego autobusu, by po kilku minutach podróży stanąć przed klasztorem klarysek, który, o dziwo, okazał się nie antyczną, lecz nową budowlą. Nie skierowałem swych pierwszych kroków do furty, lecz postanowiłem wizytę rozpocząć od kościoła.

Uderzyła mnie niezwykła cisza. Byłem zupełnie sam. Jak najostrożniej zająłem miejsce w ławce. Zauważyłem, że kościół zbudowany w kształcie rombu jest przedzielony dużą ozdobną kratą, za która znajdują się organy i ławki dla sióstr. I wtedy w moim sercu pojawiły się na nowo dawne pytania. Dlaczego tu są kraty - przecież to nie jest więzienie? Dlaczego tutaj zamykają się młode dziewczęta? Co je pcha do takiego szaleńczego kroku? Jakie to życie w zamknięciu, bez żadnej aktywności zewnętrznej, ma sens? Pytania tłoczące się do głowy, tak zaabsorbowały moją uwagę, że nie zauważyłem, jak do chóru weszła młodziutka klaryska w brązowym habicie i białym welonie na głowie. Cicho podeszła do kraty i z uśmiechem rzekła do mnie: "Witamy u sióstr klarysek". Potem podała mi przez kratę swoją dłoń i wypowiedziała sakramentalne włoskie "Ciao!" Trochę zmieszany, ale i mile zaskoczony właśnie takim prostym i serdecznym powitaniem, zauważyłem, że siostra ma taki sam habit, jak ja, z tą różnicą, że ja miałem kaptur a ona na głowie welon. Za chwilę przeszedłem do rozmównicy przedzielonej kratą, gdzie ujrzałem całe zgromadzenie: dwanaście sióstr - mniszek św. Klary. Zaczęliśmy rozmawiać i wtedy w bardzo prostym, braterskim dialogu wszystkie moje wcześniejsze "Dlaczego?" zaczęły się wyjaśniać.

To pierwsze: dlaczego jesteście tu za kratami, zostało rozwiane bardzo prostym: "Z miłości". Nie ma innego celu, sensu, motywu bycia w klauzurze, jak tylko miłość. Miłość jest czymś bardzo konkretnym i przeżywanym codziennie coraz głębiej. Miłość ta jest na tyle silna, że pcha do tak, po ludzku sądząc, szaleńczego kroku, jakim jest zamknięcie się w klauzurze. Na pytanie: "No tak, ale przecież kochać można wszędzie, a nie tylko w klauzurze?" - usłyszałem odpowiedź: "Klauzury nie wybiera pierwsza siostra, bo to nie ona pierwsza kocha i nie ona stwarza sobie powołanie. Klauzurę wybiera zawsze Bóg, ponieważ On pierwszy kocha i jedynie On może dać powołanie. Siostra mówi jedynie proste "tak". Czy nam się to podoba, czy nie, Bóg ma prawo (którego nikt nie może Mu odebrać) powołać kogoś do tak wyłącznej i specyficznej formy życia, jaką jest miłowanie Go w klauzurze. Bóg ma prawo powiedzieć człowiekowi: "Nie oczekuję od ciebie żadnych dzieł czy czynów, oczekuję od ciebie tylko miłości". I to jest klauzura.

A dlaczego krata? Przecież ona sama przez się nasuwa złe skojarzenia, że klauzura to jest więzienie, do którego nie można ani wejść ani wyjść`? Usłyszałem takie wyjaśnienie: "Krata jest symbolem całkowitej przynależności do Chrystusa. Jest widzialnym znakiem, że poza Nim niczego i nikogo się nic szuka i nie pragnie". Krata to nic innego jak Chrystus, który swoimi ramionami obejmuje każdą siostrę i przytula do siebie. Te ramiona nie są znakiem uwięzienia, ale miłości, która chroni, przytula i przypomina, że wszystko co się dzieje w klauzurze jest szczególnie ogarnięte najczulszą miłością Boga. Krata nie ogranicza, bo miłość nigdy nie ogranicza i nie zniewala. Ona jest tylko bardzo pokornym, ale i bardzo wymownym znakiem życia oddanego miłości.

Zostało mi jeszcze jedno "Dlaczego?" Jak tu w zamknięciu realizujecie się jako kobiety, co z waszym powołaniem do macierzyństwa, co z talentami, którymi każdy człowiek jest obdarzony? Odpowiedź jaką usłyszałem znów była zadziwiająco prosta. Człowiek najpełniej realizuje się wtedy, kiedy kocha. Samorealizacja nie polega na robieniu czy posiadaniu czegoś, ale na miłowaniu. Kochając Boga, w Nim jest się Jego oblubienicą, w Nim jest się matką dla każdego, w Nim, przez kontemplację, uczestniczy się we wszystkich radościach, cierpieniach i nadziejach świata. Bóg nie zna żadnych granic, czy ograniczeń, dlatego też i klaryski będąc zamknięte w klauzurze, przez miłość i kontemplację są w samym sercu świata.

Przez kilka dni mieszkałem w części klasztoru przeznaczonej dla gości. Codziennie mogłem razem z siostrami śpiewać brewiarz, dzielić się Eucharystią i Słowem Bożym. Pytanie "Dlaczego?" zmieniło się w pełne pokoju i radości odczytanie klauzury jako znaku wielkiej miłości Boga do człowieka i odwrotnie człowieka do Boga.

Syrach B. Janicki OFM

Klaryski z Terni w Umbrii, ojczyzny św. Franciszka i św. Klary, oraz dzielące z Braćmi Mniejszymi ten sam charyzmat życia według Ewangelii św. pragną założyć w Polsce nową wspólnotę. Jeżeli chciałbyś dowiedzieć się czegoś więcej o tym dziele, skontaktuj się z: o. Syrach Janicki OFM ul. Panewnicka 76, 40-760 Katowice,
tel. [0048]-[032]-2526870,

14/11/2009 ciało

Stanisław Morgalla SJ


Ciało


A jak anoreksja, B jak bulimia, C jak celulites, D jak depilacja… Popularne ABC wiedzy o ludzkim ciele zaczyna przypominać hasła ze słownika wyrazów obcych. Już nie rażą, bo weszły na stałe do języka potocznego, ale dziwić powinny, bo zamiast pożytecznej wiedzy częściej informują o kłopotach z ciałem, by nie powiedzieć, że te kłopoty prowokują. Ich ekspansja w naszą codzienną mowę jest smutnym pokłosiem pragnienia posiadania perfekcyjnego i wiecznie młodego ciała: "ciała jak z żurnala".

Kłopotliwe ciało
Czy wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto w pełni i zawsze zadowolony był ze swego ciała? Statystyka i doświadczenie życiowe uczy bowiem, że zwykle jest odwrotnie i każdy miał, ma albo będzie miał coś przeciwko własnemu ciału. A to uszy odstają lub nos jest za duży, a to owłosienie nazbyt obfite lub miejscami skąpe, czy też zbyt wysoki stosunek wzrostu do wagi ciała (tzw. BMI, czyli Body Mass Index) itd. Tak czy owak, niejednej duszy jest niewygodnie w "przybytku doczesnego zamieszkania". A jeśli nawet znajdzie się kilka dusz sprawiedliwych, to inni zadbają, by i dla nich powody do narzekań się znalazły. Bo skąd się biorą, często tak boleśnie przeżywane, przezwiska, których osnową jest właśnie ciało? Kto wciąż od nowa wymyśla Grubasa i Chudego, Kaczkę i Australopiteka - określenia na tych, którzy albo z wagą albo z motoryką mają problem? "Sprawiedliwości" jednak staje się zadość, bo nawet bardziej udane dzieci tego samego Boga odcierpieć muszą swoje, dlatego nie znikają ze szkolnych korytarzy Lalusie i Lale (obecnie w wersji Barbi), Okularnicy i Rudzielce. A u ich początków zawsze jest ciało.
Na przekór tym niezadowolonym głosom i wszelakim współczesnym modom chcę ogłosić wszystkim razem i każdemu z osobna: dobrze Ci z twoim ciałem! Popatrz, jak świetnie na tobie leży i dokładnie dopasowane do twej strapionej duszy! Od końcówek palców po szczyt głowy nie ma w nim nic zbędnego czy nieużytecznego. Po prostu - cud natury, nawet jeśli miejscami nieco przetarty lub wyblakły od nadmiernego zużycia. Ale cóż, nikt nie chce słuchać! Przeciętny Kowalski, a ściślej Kowalska, sięgnie raczej po żurnal mody z przepisem na cud-maseczkę z błotka, niźli męczyć się będzie czytaniem, myśleniem bądź wyciąganiem za uszy ludzkiej duszy z metafizycznego kapelusza. Złośliwy geniusz (tym razem w przebraniu dyktatora mody), gdy już raz wcisnął się między duszę a ciało, nie zrezygnuje tak łatwo z uprzywilejowanej pozycji. Niczym zaczarowane zwierciadełko będzie szeptał: Nos już w porządku, ale policzki obwisły, dlatego pomyśl o twoim pierwszym liftingu; a może od razu zgłoś się do programu "Chcę być piękna!", bo załatwisz przy okazji nowe zęby i usuniesz żylaki. Pamiętaj: jak cię widzą, tak cię piszą…

Wszystko darowane
Wydawać by się mogło, że nic nie posiadamy bardziej na własność, niż własne ciało. Jest jednak inaczej: nawet ciało zostało nam darowane; i to w stopniu znacznie większym, niż sobie wyobrażamy. Zazwyczaj przekonujemy się o tym późno, gdy nasze ciało nagle staje się ciałem obcym, bo zaczyna boleć, chorować, brzydnąć lub starzeć się. Zaskoczeni rozglądamy się za źródłem tej niespodzianki i próbujemy przywołać ciało do porządku smarując obolałe miejsca stosowną maścią bądź też ingerując głębiej w przyczyny choroby czy starzenia się. Współczesna medycyna dwoi się i troi, by wyjść naprzeciw naszym oczekiwaniom, a przy okazji nieźle zarobić.
Warto jednak przypomnieć, że ciało jest darem znacznie starszym niż nasza świadomość obdarowania. Zanim powiemy myślę, mamy już za sobą bardzo długi i burzliwy okres rozwoju, gdzie czuję było znacznie ważniejszym sposobem postrzegania świata i siebie. A podstawą czucia jest ciało. Rodzimy się jako nagie, drżące i bezbronne ciałka, które bez pomocy otoczenia nie byłyby w stanie przeżyć nawet kilku dni. Dobry Bóg w tym względzie lepiej wyposażył bydlęta, bo te potrzebują zwykle kilku chwil, by stanąć na własnych nogach i poszukać pożywienia, podczas gdy człowiek dopiero po bez mała roku życia stawia swój pierwszy, który zresztą tak się ma do sprintu jednorocznej antylopy jak piesek pluszowy do psa gończego. Skromne początki to jednak tylko pozór. Ciało w tym czasie nie próżnuje, ale jest wiernym i subtelnym towarzyszem umysłu, który rozwija się może i równie wolno, jak nasza koordynacja ruchu, ale gdy już nabierze rozpędu, to nic nie jest w stanie go zatrzymać. No, prawie nic, bo przecież istnieje głupota.

Umysł a ciało
Wbrew obiegowym opiniom, pierwsze tygodnie, miesiące i lata życia, to nie tylko pieluchy, smoczki i kąpiele. Wraz z pokarmem i pielęgnacją otrzymujemy coś znacznie ważniejszego: ludzkie ciepło, bezpieczeństwo i miłość. A najbardziej nośnym kanałem tych życiodajnych treści jest ciało. Nie bez znaczenia jest więc to, czy niemowlę ssie matczyną pierś, smoczek z pogotowia opiekuńczego czy sierocy palec. Przeciwne, ogromną wagę należy przywiązywać do całowania, przytulania, pieszczenia, kołysania niemowląt i małych dzieci. Ślad tych doświadczeń zapada bardzo głęboko w świadomości i spełnia tak podstawową funkcję, że dalsze życie bez nich byłoby niemożliwe, a już na pewno bardzo trudne. Choć nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie wiele z pierwszych lat życia, to pamięć o nich tkwi mocno osadzona w najstarszych pokładach naszego mózgu. Kilka oczywistych przykładów: jeśli lubisz siebie, to, jak wyglądasz i jaką masz płeć, to dlatego, że ktoś przed tobą na tysiące sposobów dał ci to odczuć. To dlatego, że byłaś z troską pielęgnowana, karmiona, pieszczona, dziś potrafisz okazać tyle bezinteresownej troski i ciepła nawet przypadkowo napotkanemu człowiekowi. Gdyby zabrakło tych prostych gestów powtarzanych przez długie lata z rodzicielską miłością, dziś bylibyśmy innymi ludźmi. I aż strach pisać, co by było gdyby…
Badania naukowe bezlitośnie pokazują spustoszenie, jakie w życiu dzieci prowokuje brak stymulacji i właściwej opieki w początkowych etapach życia. Dzieci odrzucone, niekochane, niedotykane wyrastają na osoby emocjonalnie okaleczone, mające ogromne trudności w relacjach, agresywne, również wobec własnego ciała. Choroba sieroca, nocne moczenie, "sufitowanie" to zjawiska doskonale znane opiekunom z sierocińców i domów dziecka. Nawet mózgi takich zaniedbanych dzieci wyglądają inaczej, bo - jak to ktoś trafnie określił - pozostają na nich siniaki spowodowane brakiem troskliwego dotyku.

Co z tym ciałem?
Nasza pobieżna analiza zmierza ku temu, by z powrotem namówić wszystkich do szacunku względem ludzkiego ciała. Współczesne próby manipulowania ciałem w imię jego piękna i perfekcji to, wbrew pozorom, przejaw choroby duszy, którą należy leczyć. Ciało jest niewinne i nie znosi tych wyrafinowanych bałwochwalczych kultów. Dlatego w środku świetnej zabawy potrafi się skręcić z bólu lub zwyczajnie zmęczyć. Nie nadaje się też do ubóstwienia bądź obwoływania królem. Ten król - jak żaden inny - jest nagi.
Oddajmy ciału sprawiedliwość. Jeśli było ci tak pożytecznym i pokornym pomostem w kontakcie ze światem, potraktuj je życzliwiej i dobrotliwie, gdy zaczyna się marszczyć i kurczyć. Otrzymałaś wszak ważniejszy dar - miłość. A nią możesz obdarzać nawet mając kłopoty z oddychaniem lub z kłuciem w krzyżach. Bądź rozsądna: twoje wnuczki nie chcą, byś była zawsze piękna i młoda, ale kochająca i mądra.


Ks. Stanisław Morgalla - jezuita, kierownik duchowy, psycholog, były dyrektor Szkoły Formatorów przy Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie.Teraz pacuje na Gregorianie w Rzymie


następne