|
| "Im mniej się modlisz tym gorzej to idzie"
2010 sierpień
Rozdział II
ZAŁOŻENIE ZAKONU I SKUTECZNOŚĆ GŁOSZENIA EWANGELII
Czytanie pierwsze
Nauka Ewangelii
Po ukończeniu remontu trzech kościołów, gdy ciągle mieszkał przy tym kościółku poświęconym Dziewicy, dzięki pomocy Tej, która dała Zapłatę za nasze zbawienie, zasłużył sobie na to, że znalazł drogę doskonałości przez otrzymanie od Boga ducha ewangelicznej prawdy. Gdy bowiem któregoś dnia, podczas Mszy św., czytano słowa Ewangelii (Mt 10,9 nn), w którym została podana ewangeliczna norma życia dla uczniów posłanych na przepowiadanie Królestwa Bożego, mianowicie »aby nie mieli ani złota, ani srebra, ani pieniędzy w swoich trzosach, ani torby podróżnej, ani dwóch tunik, ani sandałów, ani laski«, natychmiast po usłyszeniu tych słów, Duch Chrystusowy obdarzył go taką mocą i tak go namaścił, że przyjął dosłownie wspomnianą Formę życia nie tylko przez poznanie i uczucie, ale także w praktycznym życiu i ubiorze. Zaraz bowiem zdjął obuwie, odrzucił laskę, torbę i pieniądze, zadowolony z jednej tylko tuniki a wyzbywszy się pasa wziął zamiast niego kawałek sznura; usuwając także ze swego serca troskę o sprawy materialne, wykonał wszystko tak, jak słyszał i dostosował się zupełnie do wymagań stawianych przez słuszną zasadę apostolską.
Czytanie drugie
Głoszenie pokuty
Następnie, ogarnięty zupełnie płomieniem Ducha Chrystusowego, zaczął, jak drugi Eliasz, żyć gorliwą troską o prawdę, zaczął i innych prowadzić ku doskonałej sprawiedliwości zaczął także zachęcać ich do pokuty. Słowa jego nie były próżne ani pobudzające do śmiechu, ale pełne mocy Ducha Świętego, przenikały wszystkie zakamarki serca. Słuchających wprawiały w ogromne zdumienie, a swą potężną skutecznością, doprowadzały zatwardziałe dusze do pokuty i prawdziwej skruchy. Wielu przekonanych o jego wspaniałym i świętym postanowieniu i to zarówno na podstawie prawdziwości jego prostej nauki jak i życia, zaczął za jego przykładem zapalać się do czynienia pokuty. Wielu mężczyzn, opuściwszy wszystko, przyłączyło się do niego, przyjmując jego ubiór i sposób życia, a pokorny mąż zdecydował się nazwać ich Braćmi Mniejszymi.
Czytanie trzecie
Zapewnienie o odpuszczeniu grzechów. Podróż do Rzymu
Gdy dzięki łasce powołującego Boga, liczba braci wzrosła, i było ich już sześciu, pobożny ich Ojciec i Pasterz, znalazłszy samotne miejsce opłakiwał w wielkiej goryczy serca okres życia swej młodości spędzonego nie bez winy. Błagał także o łaskę i przebaczenie dla siebie i dla swoich duchowych synów, których zrodził w Chrystusie. Ogarnęła go wielka radość, gdy otrzymał zapewnienie o zupełnym odpuszczeniu wszystkich grzechów »aż do ostatniego pieniążka« (Mt 5,26). Następnie, w stanie zachwytu był cały pogrążony w ożywiającym kręgu światła i dostąpił poznania przyszłości odnoszącej się do niego i jego braci. Sam później, z wielką tkliwością powiedział dla umocnienia małej gromadki, że wkrótce, dzięki miłosierdziu Bożemu, zakon rozwinie się i rozszerzy. Były to prorocze słowa. Nie trzeba było długo szukać, aby przyłączyli się inni i liczba ich wzrosła do dwunastu. Wówczas sługa Boży zdecydował się pójść z tą grupką prostych ludzi do Stolicy Apostolskiej, aby ukazany mu przez Pana sposób życia, który w krótkich słowach spisał, został zatwierdzony przez najwyższą władzę Świętej Stolicy. Zabiegali o to pokornie i wytrwale.
Czytanie czwarte
U Papieża
Gdy więc, zgodnie z postanowieniem udał się wraz z towarzyszami w drogę, aby stanąć przed obliczem Najwyższego Kapłana, którym był wówczas Innocenty III, uprzedziła ich łaskawie moc i mądrość Boża, Chrystus bowiem przez specjalną wizję przysposobił swego Zastępcę, aby przyjął na audiencji proszącego Biedaczynę i zgodził się na to, o co on będzie prosił. Biskup Rzymu, widział bowiem we śnie, że Bazylika Laterańska jest bliska zawalenia się; jednak pewien człowiek, skromny niepokaźny, własnymi barkami podtrzymywał ją przed upadkiem. Skoro mądry papież zobaczył sługę Bożego, dostrzegł w nim również czystość duszy obdarzonej prostotą, pogardą świata, miłość do ubóstwa, stałość w podjętym postanowieniu, gorliwość w zbawieniu dusz i żar świętego entuzjazmu jego woli, powiedział: „Naprawdę, to jest ten, który dziełem i nauką Chrystusa podtrzyma Kościół. Następnie, okazując dotąd szczególną cześć wobec Franciszka i we wszystkim przychylając się do jego prośby, zatwierdził Regułę, udzielił prawa głoszenia pokuty i przychylił się do tego, o co prosił, obiecując, że i później chętnie i szczodrze udzieli mu tego wszystkiego, o co poprosi.
Czytanie piąte
Powrót
Ufając łasce Bożej i autorytetowi Najwyższego Kapłana, Franciszek z wielką nadzieją udał się w drogę powrotną do Doliny Spoletańskiej, aby prawdę ewangelicznej doskonałości, którą poznał swoim umysłem, a związał się z nią profesją, wprowadzić w życie czynami i głosić słowami. Również w omawianej z towarzyszami kwestii, czy powinni żyć wśród ludzi, czy też udać się na miejsce samotne, przez wytrwałą modlitwę starał się odczytać wolę Bożą, a oświecony blaskiem objawienia z niebios zrozumiał, że na to został posłany przez Pana, aby zdobywał dusze dla Chrystusa, od którego szatan starał się je oderwać. Uważając, że należy wybrać raczej życie w poświęceniu się dla wszystkich, aniżeli mieć na uwadze samego siebie, zatrzymał się w opuszczonej szopie w pobliżu Asyżu, aby tam żyć razem z braćmi według normy świętego ubóstwa obowiązującej całe zgromadzenie i głosić Słowo Boże ludowi w różnych miejscach i w różnym czasie. Stawszy się więc ewangelicznym heroldem, chodził po miastach i wioskach i głosił Królestwo Boże nie w »uczonych słowach mądrości ludzkiej, lecz w mocy Ducha Świętego« (l Kor 2,13). Pan kierował nim i obdarzał jego mowę światłem objawienia, a także „potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16,20).
Czytanie szóste
Ukazanie się braciom
Pewnego razu czuwając, jak to miał w zwyczaju, trwał na modlitwie oddalony cieleśnie od swoich synów. Około północy, gdy niektórzy odpoczywali, a inni pogrążeni byli jeszcze w modlitwie, wóz ognisty, przedziwnie błyszczący, nad którym unosiła się kula podobna do mocno lecącego słońca, przetoczył się przez drzwi mieszkania braci trzy razy tam i z powrotem. Czuwający, na ten dziwny i oczywisty widok zdumieli się bardzo; śpiący, obudzili się i przelękli równocześnie. Doznali także nie mniejszego oświecenia serca, jak oświetlenia ciała, bo mocą tego przedziwnego światła ich świadomość stała się jakby odkryta dla drugich. I wszyscy zgodnie zrozumieli, patrząc sobie nawzajem w serce, że św. Ojciec Franciszek został im ukazany przez Pana w tak przemienionej postaci, jakby „przychodząc w duchu i mocy Eliasza” (Łk 1,17), stawszy się duchowym księciem, jakby »rydwanem Izraela i jego jeźdźcem« (2 Krl 2,12). Powróciwszy zaś do braci, święty mąż zaczął utwierdzać ich w prawdzie tej cudownej wizji, przenikać tajniki ich sumień i przepowiadać przyszłość i tak jaśnieć cudami, aby jawnie ukazać, że dwojaki duch Eliasza spoczął na nim w takiej pełni, iż postępować według jego nauki i przykładu było dla wszystkich rzeczą najbardziej bezpieczną.
Czytanie siódme
Uzdrowienie brata Morico
W owym czasie, pewien zakonnik z Zakonu Krzyżowców, imieniem Morico gdy leżał długo w pewnym szpitalu blisko Asyżu tak ciężko, chory, że wydawało się, iż wkrótce umrze, za pośrednictwem posłańca usilnie błagał Bożego męża, aby raczył wstawić się za nim do Pana.. Pobożny mąż przychylając się życzliwie do jego prośby, wziął kawałek chleba i zmieszał go z oliwą lampki, która paliła się przed ołtarzem Matki Bożej i jakby jakieś lekarstwo posłał to choremu za pośrednictwem braci, mówiąc: „Zanieście ten lek naszemu bratu Morico; dzięki niemu, nie tylko w pełni odzyska zdrowie mocą Chrystusa, ale stanie się także dzielnym rycerzem i zaciągnie się na stałe w nasze szeregi.” I natychmiast, gdy tylko chory zażył to „lekarstwo,” przygotowane pod wpływem działania Ducha Świętego, wstał zdrowy, pokrzepiony od Boga taką siłą ducha i ciała, że wkrótce wstąpił do zakonu Bożego męża. Przez długi czas nosił na ciele pancerz oraz odżywiał się tylko lichymi potrawami, nie kosztując nawet wina i nie jedząc nic gotowanego.
Czytanie ósme
Wizja i nawrócenie brata Sylwestra
Również w owym czasie, pewien kapłan z Asyżu, imieniem Sylwester, człowiek nieposzlakowanego postępowania i gołębiej prostoty widział we śnie, że całą okolicę okrążał ogromny smok o strasznym i przerażającym wyglądzie i wydawało się, że zagrażał rychłym zniszczeniem całej okolicy. Spostrzegł następnie, że jakiś złoty krzyż wychodzący z ust Franciszka, swoim szczytem dosięgał nieba i robił wrażenie, że jego poprzeczne ramiona rozciągają się aż do krańców ziemi. Na ten wspaniały widok, straszny i okropny smok zupełnie znikł. Gdy to widzenie powtórzyło się trzykrotnie, pobożny i oddany Bogu mąż zrozumiał, że Franciszek został przeznaczony przez Pana, aby ująwszy sztandar chwalebnego Krzyża, zniszczył siłę wpływu piekielnego smoka i odmienił duszę wiernych, promieniujących światłem prawdy, zarówno nauką jak i swoim życiem. Opowiedział o tym mężowi Bożemu, a następnie innym Ojcom; wkrótce zaś porzucając świat za przykładem błogosławionego Ojca, wytrwale kroczył śladami Chrystusa, a jego życie w zakonie potwierdzało autentyczność widzenia, które miał przed wstąpieniem do zakonu.
Czytanie dziewiąte
Wizje brata Pacyfika. Znak „Tau”’
Pewien brat, imieniem Pacyfik, żyjąc jeszcze w świecie, spotkał w San Severino sługę Bożego, głoszącego kazanie w klasztornym kościele. Spoczęła na nim ręka Pańska i zobaczył Franciszka naznaczonego jakby krzyżem z dwóch skrzyżowanych mieczy jaskrawo jaśniejących. Były one tak ułożone, że jeden sięgał od stóp do głowy, a drugi, przechodząc przez pierś, końcami swymi dotykał rozłożonych rąk. Nie widział jego twarzy, lecz wkrótce poznając ukazanego w tak wielkim cudzie, nie mógł wyjść z podziwu, a skruszony mocą jego słów i jakby przeszyty mieczem ducha wychodzącym z jego ust, wzgardziwszy w zupełności różnościami tego świata, przyjął sposób życia błogosławionego Ojca. Następnie, w zakonie, postępując po drodze doskonałej świętości, zanim został ministrem prowincjalnym we Francji — a był on pierwszym, który spełniał tam ten obowiązek — zasłużył na to, że zobaczył wielki znak »Tau« na czole Franciszka. Znak ten, mieniąc się różnymi kolorami zdobił twarz Franciszka godną podziwu pięknością. Maż Boży bowiem znak ten otaczał szczególną czcią, często mówił o nim w swoich przemówieniach, wykonywał go na początku swoich zajęć i własnoręcznie podpisywał tym znakiem listy, które wysyłał z miłości, jak gdyby całą jego troską było według wyrażenia Proroka (Ez 9,4) — »naznaczyć Tau na czołach płaczących i bolejących ludzi«, autentycznie nawróconych do Jezusa Chrystusa.
strona główna
|